Kawa i papieros


Cigarettes and coffee, man, that’s a combination.

Iggy, Coffee and Cigarettes

Otwieram oczy, po trzech sekundach łapię kontakt z rzeczywistością. Tyle czasu musi minąć, żeby mózg zaczął rejestrować co się dzieje wokół. Ale nie wstaję od razu. O nie. Daję sobie chwilę. Chwytam za telefon, pada od PS4, albo myszkę i uruchamiam muzykę na urządzeniu, którego zapomniałem wyłączyć wieczorem i pożerało energię elektryczną przez cały czas, który poświęciłem na sen. Słuchając kolejno pojawiających się dźwięków, zamykam oczy, ale nie zasypiam już. Nieważne, czy to 5 rano, 9, czy o-ja-pierdole-zaraz-się-spóźnię-do-pracy godzina, nie uda mi się już zasnąć. Kiedy kolejne sfery mojego mózgu się uruchamiają, ja coraz bardziej czuje wszystkiego systemy, które były w czasie uśpienia przez ostatnie kilka godzin i trzeba się nimi zająć. Ale najpierw trochę przyjemności.

Będąc w kuchni odpalam swój ulubiony ekspress od Nespresso i kiedy nagrzewa się, ja sięgam do szafki po kapsułkę, z której już niedługo powstanie kawa. Wyciągam małą filiżankę, którą dostałem jakiś czas temu (typowo włoskie, specjalnie pod espresso), stawiam na ekspresie i uruchamiam przycisk. Czekam kilka sekund, patrzę jak ostatnie krople kawy spadają do filiżanki i utylizuję zużytą kapsułkę. W drodze do łazienki, chwytam za paczkę papierosów, wyciągam jednego z nich i kieruję się z powrotem w stronę wanny. Stawiam na umywalce filiżankę i popielniczkę, uruchamiam wodę, dodaje płyn do kąpieli i patrząc jak powoli wypełnia się wanna, delektuję się moim porannym papierosem i kawą. Następnie kąpiel. Tutaj upływ czasu nie ma dla mnie znaczenia. Im więcej go mam, tym więcej go tutaj wykorzystam. Mogę przeleżeć w wannie godzinę, półtorej, chyba, że muszę się szybko zbierać to pracy, to może wystarczyć nawet 15 minut. 

Po tym wszystkim po kolei fryzurka, kosmetyki, ubieranie. Ale to już tylko dopełnienie poranka. To już są pewnego rodzaju obowiązki. Ale kawa i papieros, to mój mały poranny rytuał, którego sobie chyba nigdy nie odpuszczę. Coś co jest proste, niezdrowe, prawdopodobnie skróci moje życie, lub nastawi mnie na pewnego rodzaju cierpienia w przyszłości. Ale jednak – czym by było życie bez małych grzeszków?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *